Malwina Kałużyńska pedagog bocianie gniazdo relacja i edukacja blog

Spotkajmy się też tam:

Tylko Miłość jest ważna, reszta to kartki z kalendarza.

Malwina Kałużyńska bocianie gniazdo relacja i edukacja

© 2022 Malwina Kałużyńska

Malwina Kałużyńska pedagog bocianie gniazdo relacja i edukacja blog
Malwina Kałużyńska pedagog bocianie gniazdo relacja i edukacja blog

OCIANIE

   NIAZDO

    relacja i edukacja

pedagog Malwina Kałużyńska bocianie gniazdo relacja i edukacja blog

  Czy Święta mogą być cały rok? Nie, bo wtedy nie byłyby świętami ;-). I chociaż zaburzył się nam naturalny porządek wszechrzeczy (przyznać się przed sobą kto potrafi wsunąć 10 pączków w Tłusty Czwartek, a potem w Wielkim Poście i tak chodzić przed pracą na karmelowe latte z ciasteczkiem? ;-)), to szkoda nie docenić czasu, który dostajemy, i który współtworzymy, a który pomaga się zatrzymać, zanurzyć, napełnić i odetchnąć. O ile bardziej cieszę się z randki z Mężem gdy w codzienności zdarza się nam jedynie mijać ze sobą przekazując sobie highlighty dnia. A jednak czasem taka randka ostatecznie, nie wiedzieć czemu, przechodzi jakby bez echa. Nie jest może całkowitą klapą, ale zostawia poczucie niedosytu. Zastanawiam się, czemu tak jest? Czemu świętowanie (które jest uniwersalną potrzebą człowieka – patrz: lista potrzeb wg NVC) tak trudno nam nieraz przychodzi? Przychodzi mi na myśl kilka wyjaśnień. Być może któreś u Ciebie „zadzwoni”.

 


Przyzwyczajenia


  To, co pamiętamy ze swojego rodzinnego domu często powielamy w swoim własnym. Znam osoby, które drżą na myśl o świętach, bo kojarzą im się z przykrym obowiązkiem, czymś, co trzeba przetrwać (np. z powodu dużego napięcia podczas przygotowań, konieczności całowania nielubianych cioć i wujków czy niewygodnych pytań przy stole). Mając nieprzyjemne skojarzenia trudno jest tak ad hoc, na pstryknięcie palcami zmienić nastawienie, przestawić z jednego trybu na drugi, z prozy płynnie przejść w poezję i otworzyć się na zupełne nowe doświadczenie. Niełatwo. Nie jest to jednak niemożliwe.

  Gdy myślę z kolei o swoim własnym przeżywaniu świąt, to widzę inną blokadę. O tym, że od zawsze nie miałam w zwyczaju celebrować mniejszych i większych radości. Moje zadaniowe podejście ograniczało się najczęściej do tego, by osiągnąć zamierzony efekt i odhaczyć na liście spraw do załatwienia. Jedzenie? Nieraz byle co, byle gdzie i byle jak – byleby nie czuć głodu. O tym, by z miłością przygotować dla samej siebie coś co lubię i delektować się tym bez rozproszeń, jak w dobrej restauracji, w ogóle nie przyszłoby mi kiedyś do głowy. Co innego przygotować przyjęcie dla innych, bo wtedy przynajmniej można się wykazać. Sukcesy? Nic nadzwyczajnego, mission accomplished. Co innego niepowodzenia - tu potrafiłam być dla siebie surowym krytykiem. Innymi słowy: albo źle, albo normalnie. Jak nie ma się do czego przyczepić to nie znaczy, że trzeba się zaraz ekscytować, a przynajmniej nie trzeba tego pokazywać. Bo inni coś sobie jeszcze pomyślą. Smutne, prawda? Dzięki Bogu i warsztatom 12 kroków dla chrześcijan (nie tych dla alkoholików, dla wszystkich ;-)) niedawno sobie to uświadomiłam i mogłam coś z tym zrobić. Nie zawsze udaje mi się „uważnić” siebie, ale ogólnie lepiej mi się żyje z samą sobą, np. mogę bez wyrzutów sumienia odpocząć i pobyć czasem bezproduktywną.

 


Oczekiwania


  Zarówno te, które sami formujemy względem siebie, jak i te, które wprost lub podtekstem kierują do nas inni. Te wszystkie: „muszę”, „powinnam”, „należy” oddalają nas od tego co „mogę” i „chcę”. Próbując sprostać oczekiwaniom staramy się ze wszystkich sił... zasłużyć na akceptację i udowodnić, że jesteśmy godni miłości. Tak bardzo chcemy dobrze wypaść w oczach swoich i innych, że potrafimy nawet krzywdzić samych siebie. Przez całe lata. Ja znam to z autopsji. I wiem jak boli serce, gdy głowa podpowiada, że wciąż jestem „nie dość". Tymczasem życiowa mądrość nie pozostawia złudzeń: „oczekiwanie = rozczarowanie”. Gdy mamy swój (jedynie słuszny) plan i coś pójdzie nie tak (a zgodnie z prawem Murphy’ego jak może, to tak się właśnie stanie ;-)), wszystko się wali. I cały świat jest temu winny lub ja odpowiadam za to przed całym światem, zależnie od tego, kogo najczęściej z automatu oskarżam za niepowodzenia.

 Czy naprawdę muszę mieć na stole 12 wigilijnych potraw, choćbym miał(a) nie spać całą noc przygotowując je po powrocie z pracy lub jechać przez pół miasta po śledzie ze zrównoważonego połowu?

 Czy potrafię przyznać przed sobą, że nie będę złą matką/ złym ojcem jak nie zaprowadzę dzieci na roraty albo nie kupię im wszystkich wymarzonych prezentów, na które jestem gotowa/y nawet wziąć kredyt?

 Czy jak w tym roku nie zrobię rodzinnej sesji zdjęciowej w piżamach w renifery albo blachy misternie udekorowanych ciastek korzennych będę mogła/ mógł wzruszyć ramionami i żyć dalej? Oto są pytania.
 


"Obiektywne" przeszkody


  „Łatwo powiedzieć, przecież z nimi się nie da normalnie!”; „Gdybyś był(a) na moim miejscu, to byś zobaczył(a)”. Itp. Trudno przyznać się przed sobą, że coś jest kwestią naszego (nawet nie do końca wymarzonego, ale jednak) wyboru. Nie wiem jak Ty, ale ja czuję się rozgrzeszona gdy spycham odpowiedzialność na innych, gdy zasłaniam się brakiem wpływu. Chronię swoje ego, ale zamiast iść do przodu, coś zmienić, robię z siebie ofiarę trajektoriów lotów w kosmosie. Można tak, a można inaczej. 

 


To jak się cieszyć z tej randki/ świąt?


  Nie wiem czy któryś z wymienionych inhibitorów (hamulców, przeszkód) świętowania jest Ci szczególnie bliski. Być może doświadczasz każdego po trochu. Przytulam Cię wirtualnie! Teraz czas na stymulatory, czyli ogólnie mówiąc czynniki wspierające ;-).

  Zacznijmy od tego, że to nie jest tak, że nie ma Świąt (np. Bożego Narodzenia), aż tu nagle są. Nie jest tajemnicą, że relację buduje się i pielęgnuje cały czas, czy to intencjonalnie, czy to przy okazji. Żebyśmy mogli doświadczyć piękna i dobra, które czas wspólnego świętowania przynosi do naszych serc i naszych domów potrzebujemy się na to doświadczenie otworzyć i przygotować. Jakkolwiek trywialnie to brzmi, stoi za tym głęboka ludowa mądrość ;-). Tak jak potrzebujesz nabrać powietrza przed skokiem do wody, tak potrzebujesz też napełnić się radością, nadzieją i pokojem, żeby móc potem dzielić te uczucia z innymi.

  Pomyśl o pakowaniu na wakacje. Na urlop czekamy nieraz cały rok, ale gdy zbliża się czas wyjazdu, dostajemy białej gorączki. W przyciasnych walizkach próbujemy upchnąć na wariata za dużo (często niepotrzebnych) rzeczy naraz. Jesteśmy tak zaaferowani tym, co mamy do zrobienia, że inne osoby tylko nam w tym przeszkadzają. Gdy w końcu ruszamy, już na samym starcie jesteśmy tak wyczerpani psychicznie i fizycznie, że trudno nam się cieszyć samą wyprawą. A jeśli ta sytuacja powtarza się rok w rok, zaczyna się robić tak uciążliwe, że sama myśl o wakacjach napawa nas lękiem, niepokojem, może nawet przerażeniem. Tylko czy musi tak być? Oczywiście, że nie. Zawsze mamy wybór. Tak, zawsze ;-).

  Moja znajoma podzieliła się ostatnio swoją radością z pakowania. Dla niej wakacje zaczynają się już w momencie zniesienia walizek. Niespiesznie, w otoczeniu bliskich sobie osób, gromadzi to, co przyda jej się w podróży. Mając plan działania tu i teraz nie traci z oczu celu, do którego zmierza, a jej pozytywne nastawienie udziela się wszystkim wokół. Znasz to? A może wydaje Ci się to abstrakcją, bo jak ja pakujesz się tydzień, a i tak 5 minut przed wyjściem wahasz się czy wziąć tę bluzkę czy tamtą, a będąc już w drodze dalej zastanawiasz się czy dobrze wybrałaś/eś..? Doprawdy męczące. Równie mocno jak mycie okien w całym domu, oczywiście na „ostatnią chwilę”. Ale zaraz, stop. Adwent też może być czasem radosnego (ale tak wiesz, naprawdę, nie na pokaz) oczekiwania na Boże Narodzenie. W zeszłym roku nam się udało i w tym też planujemy zacząć świętowanie cztery tygodnie przed czasem - napełnić się wtedy tym, co ważne, by mieć się czym podzielić z innymi przy wigilijnym stole. Inaczej pusty talerz pozostanie pusty. I nie chodzi o barszczyk versus grzybową, choć dobrze, że są i cieszą podniebienia. Nie chodzi też o to, by zacząć nucić „Last Christmas” albo kupować bombki zanim na grobach wypalą się znicze. Chodzi o… tak tak, o Miłość :-). Znowu o nią, bo reszta to tylko kartki z kalendarza.

To co spakujesz w tym roku na swój (Wasz) Adwent? ;-)

 

© „Bocianie Gniazdo. Relacja i edukacja”

Bocianie Gniazdo. Relacja i Edukacja

 

PS. Niedługo podzielę się z Tobą kolejnym artykułem z inspiracjami na czas Adwentu. Będzie tam sporo pomysłów na różne relacyjne i edukacyjne aktywności dla dzieci. Tym razem wzbogacę je także o wymiar duchowy, wszak to Boże Narodzenie, czas cudów i wewnętrznej przemiany :-). 

Moim zdaniem warto dołączyć do grupy odbiorców newslettera Bocianiego Gniazda, bo tym razem również przygotowałam dla niej coś ekstra. Jeśli już dostajesz wiadomości ode mnie, spodziewaj się nowych, niepublikowanych na stronie materiałów oraz możliwości zapisania się na „Oddechy”, czyli wyjątkowe doświadczenie dla rodziców, które może pomóc Ci spakować to, co ważne i uczyni Wasz czas oczekiwania na Święta bardziej radosnym i bardziej rozwojowym. Serdecznie zapraszam :-).

 

Dlaczego trudno nam czasem świętować?
Czyli jak dobrze spakować się w Adwent

07 listopada 2022
Dlaczego trudno czasem świętować? Czyli jak się dobrze spakować